Od 2014r. prowadzę w Polsce seminaria i obozy o tematyce związanej z dogfrisbee i różnymi aspektami dotyczącymi treningów. W 2015r. zaczęłam startować również z Lorie. Inny typ psa, inna rasa, inny sposób myślenia, a więc i również inne metody treningowe. Lorie jest szybka i zwinna, więc musiałam nauczyć się natychmiastowych SMS.cz - Řekni to psem (2022) - Film Česká republika - režie: Robert Sedláček - herci: Štěpán Benoni, Berenika Kohoutová, Miroslav Lhotka, Jiří Lábus, Taťjana Medvecká - recenze, fotky, ukázky Generalna Dyrekcja Ruchu zaleca robienie postojów co dwie godziny lub dwieście kilometrów. Przyznam szczerze, że kiedy podróżuję sam z psem, postoje robię co 3 godziny i około 300 kilometrów i że na każdym postoju, podczas kilkuminutowego postoju silnika pojazdu, podaję psu wodę. Z psem w restauracji Od filmos. nov 9, 2022 52. Dita (Berenika Kohoutová) je mladé dievča, žije so sympatickým Filipom (Igor Orozovič) a pracuje pre svoju najlepšiu kamarátku Gábinu (Hana Vágnerová). Táto idylka sa však náhle skončí, keď namiesto vytúženého dieťaťa dostane od svojho partnera border kóliu. Ale Filipovi akosi uniklo, že Dita Hasło krzyżówkowe „z psem Syriuszem” w leksykonie krzyżówkowym. W niniejszym leksykonie szaradzisty dla wyrażenia z psem Syriuszem znajduje się tylko 1 odpowiedź do krzyżówki. Definicje te podzielone zostały na 1 grupę znaczeniową. Jeżeli znasz inne definicje dla hasła „ z psem Syriuszem ” lub potrafisz określić ich Pes hyenový, možno také hyenovitý [2] ( Lycaon pictus) je nápadně zbarvená psovitá šelma, obývající větší část subsaharské Afriky. Žije ve smečkách majících složitou hierarchii. Jsou to velmi úspěšní lovci, schopní ve smečce ulovit několikanásobně větší kořist, než jsou sami. Jak rozmawiać z psem. Autor: Coren Stanley. 4,4. ( 24) 33,68 zł. 44,90 zł - porównanie do ceny sugerowanej przez wydawcę. Dodaj do koszyka. Sprzedaje Empik. Wysyłka w 1 dzień rob. U4ZmqE3. Spis treści1 Co się zmienia w życiu z niedomagającym psem? Mimo wszystko, warto2 Zasada nr 1: Nie działaj na szkodę psa3 Zasada nr 2: Pies powinien mieć Zaspokojenie potrzeb4 Świadomość problemów (a więc i potrzeb) – Przykład Fibi5 Planowanie wyjazdu ze starszym lub chorszym Otwartość na Dieta psa w Środki Przydarzające się Pomoc weterynaryjna w Reaguj i odpuść6 Przygotowanie na starość7 Dopiero chcesz zacząć podróżować z psem?8 Jak pogodzić wyjazd ze zdrowym i chorym psem?9 Aktywność psychiczna10 Podsumowanie Starość lub choroba psa to pewne ograniczenie – z tym się zgodzę. Ale czy to powód, by sadzać go na kanapie? Niekoniecznie! Sama podróżuję ze swoją seniorką Fibi, która w wieku 13 lat wciąż bryka ze mną po górach. Dlatego dedykuję ten post każdemu, kto szuka odpowiedzi na pytanie czy starszy lub chory pies może podróżować? Zaraz, zaraz, Magda! Dlaczego wrzucasz do jednego worka seniora i chorego psa? Już tłumaczę! W dużym uogólnieniu im większy pies, tym szybciej się starzeje i krócej żyje. Uśredniając, mówi się, że pies wchodzi w wiek seniora w wieku około 7-8 lat. Nie podważam tych ustaleń, ale starość psa wolę oprzeć o jeszcze jeden czynnik: jego samopoczucie. Ośmielę się więc powiedzieć, że to nie wiek, a przynajmniej nie tylko wiek, określa „starość” psa. Moim zdaniem pies senior to po prostu taki pies, w którego życie wkradają się konieczne do uwzględnienia i związane z procesem starzenia się, ograniczenia. To samo można powiedzieć o psach przewlekle chorych… Obydwa te przypadki nakładają na nas pewne ograniczenia, choć ich źródło leży gdzie indziej. Wpis jest długi, dlatego polecam nawigowanie przy pomocy spisu treści, dla pewności, że dotarłeś do wszystkich cennych informacji. Co się zmienia w życiu z niedomagającym psem? Ograniczenia nakładane przez starość, chorobę lub rekonwalescencję mogą być różne. Przede wszystkim organizm jest słabszy i bardziej podatny na wysiłek fizyczny. Pies może wolniej się poruszać, szybciej się męczyć, mieć trudności w pokonywaniu przeszkód, szybciej tracić ciepło… Starszemu psu mogą dodatkowo towarzyszyć problemy z sercem, układem pokarmowym czy nerkami. Ze względu na to wszystko zwiększa się też podatność na stres. Niezależnie od tego czy borykacie się ze starością, chorobą, czy stopniowo wracacie do zdrowia – Wasze życie się zmienia. Spada aktywność psa, który w takich chwilach dużo odpoczywa. Może zmienić się dieta, codzienne zwyczaje, częstotliwość spacerów… Wszystko zależy od indywidualnego przypadku, kondycji psa, bieżących lub minionych chorób, stanu zdrowia, stanu psychiki… Mimo wszystko, warto Wierzę jednak, że w obliczu takich zmian nie trzeba całkowicie rezygnować z dotychczasowego stylu życia i planów. Wierzę też, że umiejętne podróże to źródło ciekawych bodźców i nowych doświadczeń dla psa. To także wspaniały sposób na wspólne spędzenie czasu z naszym przyjacielem. Tylko jak to zrobić, żeby to miało ręce i nogi? Oddaję w Twoje ręce zbiór przemyśleń i pytań, na które sam musisz poszukać odpowiedzi. Jestem daleka od namawiania w ciemno do intensywnych podróży, konkretnego typu aktywności, kategorycznego odradzania lub polecania miejsc, stylu, czasu trwania tych aktywności… Każdy pies to indywidualny przypadek. Moje myśli mogą być inspiracją i punktem wyjścia do rozmowy ze specjalistą, ale nigdy nie zastąpią wizyty, badania konkretnego psa i porady zasięgniętej u zaufanego weterynarza! Wychodzę z założenia, że te wszystkie podróże, wędrówki, odwiedziny u babci i inne eskapady to nasze, ludzkie fanaberie. To my psa ciągniemy ze sobą, dlatego też to na nas spoczywa wszelka odpowiedzialność za przygotowanie go i za jego dobre samopoczucie podczas takich aktywności. Dotyczy to absolutnie każdego psa, nawet zdrowego i w pełni sił – on też może czuć się niekomfortowo, stresować się nowym otoczeniem i po prostu nie czuć się na siłach, by towarzyszyć nam w tych wojażach. Zasada nr 1: Nie działaj na szkodę psa Cokolwiek planujesz zrobić, niezależnie od stanu zwierzęcia, zasada jest jedna: nie działaj na jego szkodę. Planuj aktywność tak, by nie pogorszyć stanu zdrowia psa. To podstawowa i intuicyjna zasada, ale psów z ograniczeniami dotyczy jeszcze bardziej. Dobro psa powinno być dla nas najważniejsze, a wszelka aktywność powinna co najmniej nie szkodzić, a najlepiej poprawiać stan psa (ruch, aktywność fizyczna, psychiczna, zmiana środowiska mogą, ale nie muszą działać korzystnie). Na spacer czy w podróż – wybieramy się DLA NICH, nie tylko dla siebie, dlatego w pierwszej kolejności to im ta aktywność ma sprawić korzyść, przyjemność i frajdę. Nie boję się odpuścić. Chowam ambicje do kieszeni. Sednem podróży z psem nie jest to dokąd pojedziecie, co zobaczycie i czym będziecie mogli się pochwalić. Sednem podróży z psem jest bycie z psem. Na tym w zasadzie mogłabym ten post zakończyć. Starość lub choroba nie są wyrokiem i nie zobowiązują do posadzenia psiego tyłka na kanapie. Aktywność można, a nawet warto kontynuować, jeśli działa ona na korzyść psa. Należy tę aktywność tak dopasować, by nie pogarszała stanu zdrowia naszego podopiecznego. I tyle, proste. Zasada nr 2: Pies powinien mieć frajdę Druga zasada udanego wyjazdu z psem: pies musi mieć z tych podróży/spacerów frajdę. Bez tego ani rusz. Jeśli mój pies jest wyraźnie przybity, to znaczy, że go, cholera, zawiodłam. Frajda i przyjemność przychodzi wraz z zaspokojeniem potrzeb psa. Na frajdę składa się też moje (człowieka) samopoczucie, bo każda moja frustracja boleśnie odbija się na psychice moich psów. Dlatego miej cierpliwość do spowolnionych reakcji, wybrzydzania przy jedzeniu, gorszych dni… Frajdę zabiera stres, wyzwania niedopasowane do możliwości psa, frustracja, tempo podróży, brak czasu na odpoczynek, niedostatek jedzenia – ogólnie niezaspokojone potrzeby któregokolwiek z uczestników wycieczki. A jak nie ma frajdy, to po co nam ten wyjazd? Zaspokojenie potrzeb Nie bez powodu wspominam tutaj o tych potrzebach, bo to właśnie ich zaspokojenie leży u podstaw naszego (i psów) dobrego samopoczucia oraz komfortu. Odpowiednia ilość i jakość jedzenia, odpowiednia ilość i jakość snu, poczucie bezpieczeństwa, zaspokojenie potrzeb fizjologicznych (np. wypróżnianie), aktywność fizyczna oraz stymulacja umysłowa – to podstawowe potrzeby psa. Rozbudować je można o nieskończoną ilość przykładów. W podróży zaspokajanie potrzeb wyraża się poprzez eksplorację terenu (stymulacja umysłowa), ruch (aktywność fizyczna), dbanie o komfort termiczny, spokój swój i otoczenia, własny kąt, stopniowe wprowadzanie wyzwań, np. obce miejsca, nowy styl życia (poczucie bezpieczeństwa), a także poprzez stosowną porcję jedzenia o odpowiedniej kaloryce i w odpowiedniej częstotliwości (potrzeba żywienia) oraz spokojny sen o odpowiedniej długości i jakości (potrzeba snu). Potrzeby zmieniają się w zależności od psa, jego wieku, charakteru, nawyków lub przebytych/bieżących chorób. Stąd już prosty wniosek potwierdzający moje wcześniejsze rozmyślania – wiele można z psem zrobić, jeśli spełnia się jego potrzeby i pies czuje się z tą aktywnością, po prostu, DOBRZE. Świadomość problemów (a więc i potrzeb) – badania Skąd mam wiedzieć, że mój pies ma jakieś ograniczenia? Że boryka się z chorobą albo dogania go starość? Skąd mam wiedzieć jakie potrzeby wymagają szczególnego zaopiekowania? Musisz przebadać psa, po prostu. Jeśli masz w domu rekonwalescenta, pewnie omówiłeś już z weterynarzem jego ograniczenia. Jeśli natomiast Twój pies z wolna wkracza w starość i dostrzegasz pewne ograniczenia, zafunduj mu SPA u weterynarza. Zbadaj krew (profil geriatryczny) i tarczycę – to pozwoli Ci wykryć różne rozwijające się w piesku na USG jamy brzusznej, by zbadać jelita, nerki, wątrobę, śledzionę i układ moczowy, i mieć pewność, że i tam nie rozwija się żaden wzrok i słuch, które z wiekiem tracą swoją mocZbadaj serce i płuca u specjalisty, żeby mieć pewność, że Twój pies podoła wzmożonemu wysiłkowi fizycznemu (nawet dłuższemu spacerowi)Zabierz go do ortopedy, by ten zbadał wszystkie stawy i upewnił się, że pies nie ma ograniczeń ruchowychZadbaj o zęby oraz uwolnij je od kamienia nazębnego – choroby dziąseł i zębów wpływają na ogólny stan pieska Tak kompleksowego zestawu badań nie trzeba robić przed każdym wyjazdem, ale warto regularnie kontrolować stan poszczególnych „części” pieska. Natomiast przed samym wyjazdem zdecydowanie warto zabrać psa do weterynarza na taki szybki przegląd. Specjalista osłucha psa, sprawdzi błony śluzowe, oczy, brzuch, węzły, zmierzy temperaturę, zrobi wywiad i na podstawie szeregu zabiegów oraz swojej wiedzy oceni stan zdrowia psa. Dzięki tym wszystkim zabiegom będziesz wiedzieć jak przygotować się do podróży. Przemyśl wtedy: co pies może, a czego nie?jak psu ułatwić życie?czego unikać, by mu nie zaszkodzić?w jakie sytuacje, miejsca, o jakiej porze lub w jakich warunkach umieć odpuścić?co zawsze mieć pod ręką? Przykład Fibi Fibi na czas pisania tego posta [styczeń/luty 2022] ma prawie 13 lat, ale wcale nie dogania jej starość. No, nie w sensie chorób, bo oczywiście widzę u niej zmiany charakterystyczne dla seniora – gorszy wzrok i słuch czy trochę gorsza podatność na upały. Luźne rzepki. Kilka lat temu u ortopedy dowiedziałyśmy się, że Fibi ma bardzo luźne rzepki. To element stawu kolanowego, który lubi się zwichać i sprawiać problemy, eliminując psa czasowo lub na stałe z wszelkich wyczynowych aktywności. Na szczęście dla nas, mięśnie Fibi zostały ocenione na mocną piątkę z plusem i to dzięki nim rzepki trzymają się na swoim miejscu. Stopień poluzowania tych rzepek jest tak duży, że według lekarza to dziwne, że Fibi nie kuleje, ani nie okazuje bólu. Dostałyśmy zestaw ćwiczeń wzmacniających odpowiednie partie mięśni, które regularnie wykonujemy. Zalecono nam też nie rezygnować z ruchu, bo najwyraźniej to aktywność sprawia, że trzymamy rzepki w ryzach. Planując podróż dbam o regenerację mięśni Fibi (rest-day, masaż, stopniowa rozgrzewka przed codziennym marszem) oraz tak planuję trasy, by nie przeciążać jej organizmu. Wrzód rogówki. Innym razem, na przestrzeni około roku czy dwóch, borykałyśmy się z wrzodem rogówki, który musiał być leczony operacyjnie pod narkozą. Przez długi czas Fibi chodziła ze szwem na oku i w kołnierzu, przez co wyglądała jak pirat-inwalida. Będąc w stałej konsultacji z naszym lekarzem-opiekunem, nie zrezygnowałam całkowicie z aktywności z Fibi, gdy ta dochodziła do siebie po operacji. Pomagało jej to zachować kondycję i dobry humor. Zrezygnowałyśmy jednak z dalekich wyjazdów i wędrówek na rzecz spokojnej eksploracji terenów nieopodal naszego domu. Z kolei po operacji usunięcia zębów, po narkozie wziewnej, która prawdopodobnie podrażniła układ oddechowy, odpuściłyśmy nawet dłuższe spacery – z jednym niesprawnym okiem dało się jeszcze tuptać. Mając problemy z oddychaniem – rozsądniej było odpuścić. Łapki. Przydarzyła nam się też choroba łapek (opuszek), z którą nasz lekarz nie potrafi sobie poradzić, a która powoduje dobudowywanie się opuszek (powiększanie ich), odciski, lekki dyskomfort podczas chodzenia oraz – co dla nas najgroźniejsze – podatność na szybkie ścieranie i obcieranie skóry. Ta ostatnia cecha sprawia, że Fibi średnio czuje się na śniegu, ostrych skałkach i podczas długich trekkingów po twardym podłożu. Zmusiło nas to do ograniczenia dziennego dystansu do zaledwie 10-15 kilometrów (kiedyś dzienny dystans wynosił 20-25km) i uważniejszego planowania wędrówek. Inne dolegliwości. Wraz z wiekiem Fibi zaczynam zwracać większą uwagę na to, by było jej ciepło zimą i nie za gorąco latem. Skracam dystans, daję jej więcej czasu na postojach. Wspomagam jej organizm izotonikiem i zaleconymi lekami na stawy. Nie wymagam, by sprawnie poruszała się po zmroku (gorszy wzrok) i pomagam jej oświetlając okolicę mocną czołówką, dzięki której zwiększa się kontrast i niedomagającemu oku prościej zarysować kształty obiektów. Biorę też pod uwagę, że ten pies nie zawsze się odwołuje (bo mnie olewa ;)), więc często wolę mieć ją na smyczy niż puszczać luzem. Dzięki temu dopasowaniu się do nowych warunków możemy wciąż eksplorować świat. Na nowych zasadach, ale wciąż z frajdą! Planowanie wyjazdu ze starszym lub chorszym psem W tej części posta do Twojej dyspozycji zostawiam przemyślenia dotyczące praktycznych aspektów podróżowania z niedomagającym pieskiem. Tak po prawdzie jest to spis rzeczy do omówienia z weterynarzem prowadzącym. Otwartość na nowe Wszystko zaczyna się u nas, u ludzi w głowie. W obliczu nowych ograniczeń warto być otwartym na zmiany i nowe formy podróży. Może dzięki krótszym trasom zajdziecie dalej? Może zamiast o własnych łapach i nogach spróbujecie roweru i przyczepki? Może zamiast natury miasto albo na odwrót? Może zamiast na spacer, to stacjonarnie do muzeum? Może wycieczka kulinarna po restauracjach lub kawiarniach? Może roadtrip autem lub budowa vana, jeśli łapki niedomagają, a wciąż chciałoby się podziwiać świat? Może wyjazd nad wodę żeby odciążyć stawy, jeśli pies lubi pływać? Wszystko zależy od tego w jakiej przestrzeni pies czuje się dobrze, jakie ma dotychczasowe doświadczenia, jak reaguje na zmiany i co mu dolega (czyli jakie ma ograniczenia). Otwartość i czujność na nowości na pewno pozwoli Wam wciąż podróżować mimo ograniczeń. Zastanów się: co psu podobało się do tej pory? tym się inspiruj!co psa przerażało? tego unikaj! stres w chorobie to poważne obciążenie i generator sraczki ;)jakie masz możliwości finansowe, czasowe, zasięgowe?co robią Twoi znajomi, podróżnicy których obserwujesz w mediach społecznościowych?co sprzedają w sklepach? serio! możesz trafić na nowy gadżet (pas, przyczepkę, transporter…), które zainspirują Cię do nowej i bezpiecznej aktywnościco chcesz zrobić? ostatecznie, ograniczenia to nie zawsze zakaz – może uda się pogodzić ograniczenia z celem, ale dojdziesz do niego nową, nieoczywistą drogą? kiedy Fibi zaniemogła, postawiliśmy na vanlife – dzięki temu odkryliśmy całkiem nowe miejsca Dieta psa w podróży Układ pokarmowy często przy różnych dolegliwościach dostaje rikoszetem. Również na starość metabolizm zwalnia i zmienia się zapotrzebowanie psa na poszczególne składniki odżywcze. Za tym z kolei idzie częstotliwość i wielkość posiłków – starsze psy powinny dostawać mniejsze porcje, ale podawane częściej. W podróży trzeba więc znaleźć balans pomiędzy zapewnieniem psu odpowiedniej dla danej aktywności ilości energii, a z drugiej dopasować porcje tak, by nie obciążać układu pokarmowego. Może okazać się też, że styl podróży będziesz musiał dopasować do częstotliwości podawania posiłków (np. z przerwą-siestą w środku dnia podczas wędrówki albo z zejściem do kwatery podczas city-break’a). Koniecznie zadbaj, by Twój pies pił odpowiednią ilość wody. Przemyśl: jak zmienił się metabolizm psa? trawi szybciej czy wolniej?czy pies powinien przyjmować więcej czy mniej jedzenia (kalorii) biorąc pod uwagę jego dolegliwości oraz specyfikę podróży (czasem zwiększona aktywność, nowe bodźce)?jakie jedzenie powinien przyjmować pies, by nie obciążyć jego układu pokarmowego?czy pies stresuje się nowymi miejscami i podróżą? to ważne, by nie dopuścić do biegunki – odwodni i tak już słaby organizm psajeśli wyjeżdżasz na dłużej, skąd weźmiesz zapas odpowiedniego jedzenia? Regeneracja Starsze i chore organizmy potrzebują więcej czasu na regenerację po wysiłku. W podróży psychika psa jest stale bombardowana bodźcami, więc tym bardziej należy zapewnić psu komfortowe warunki do snu. Podczas moich wędrówek na „fajrancie”, gdy dotrzemy do schroniska, zawsze rozkładam psom mój śpiwór albo ich kocyk. Kładę je w spokojnym miejscu, bez przeciągu i bez bodźców, tak by psy czuły się bezpiecznie i miały swój kąt w obcym otoczeniu. Oprócz snu zwracam uwagę także na mięśnie moich psów, które podczas wędrówek pracują przecież z pełnym zaangażowaniem. I tak po prostu – masuję je, aby im ulżyć. Podczas delikatnego masażu całego ciała relaksuje się nie tylko ciało, ale także umysł. Ten etap dnia jest dla moich psów niczym dobranocka. A jak masować psa? Ja uczyłam się tego na kursie pod okiem zoofizjoterapeuty. Możesz poszukać takiego kursu online albo wybrać się ze swoim psem na wizytę do takiego specjalisty, który pokaże Ci jak masować Twojego psa i przy okazji zbada jego mięśnie i stawy. Żeby ulżyć starszemu organizmowi w wędrówce lub podczas intensywnych podróży, robię częste postoje. Podczas marszu przeplatam każdą godzinę nawet 10 minutami postoju. To dużo i często, ale taki rytm sprawia, że możemy zajść dalej w lepszym humorze. 10 minut przerwy i zdjęcie butów polecam także ludziom. Reset stóp, przysięgam ;) odpoczynek w podróży to ważna rzecz jest! Środki transportu Żeby zwiedzić jakieś miejsce, trzeba tam najpierw dojechać. Wbrew pozorom, zarówno w przypadku młodych i zdrowych psów, jak i tych starszych lub chorych, wybór jest tak samo szeroki, ale w przypadku tych drugich trzeba sobie dodatkowo powiedzieć o kilku kwestiach. Auto, samolot, pociąg, autokar – każdy się nada i jeśli tylko pies dobrze znosi dany środek transportu: śmiało! Sęk w tym, że z wiekiem każdy z tych środków transportu może stać się dla psa tak samo stresujący. Na przykład, pogarszający się słuch może wtłoczyć do psiego umysłu strach, bo kto to słyszał taki klekot, syczenie i turkot w pociągu? Nie zawsze jesteśmy w stanie to przewidzieć. Kwestią wartą przemyślenia jest nie to CZYM pojedziecie a czy będzie to transport publiczny czy prywatny. Jadąc pociągiem lub autokarem jesteś uzależniony od rozkładu jazdy i innych pasażerów. Być może Twój psi emeryt będzie potrzebował częstszych postojów albo zdarza mu się wymiotować lub z łatwością dostaje biegunki pod wpływem niewielkiego stresu? Z kolei jadąc autem wydajesz więcej pieniędzy i musisz coś z nim zrobić jeśli chcesz np. na kilka dni zaszyć się na górskim szlaku, nad jeziorem czy promem popłynąć na kilka dni na wyspę. Ponownie, nie chcę wydawać werdyktu: jak jest lepiej? To są indywidualne kwestie do przemyślenia. Przydarzające się problemy Starość nie radość, mawiają. W podróży starość bywa trochę upierdliwa. Zdarza się na przykład, że starsze lub chorsze pieski mają problem z trzymaniem moczu i mimowolnie posikują. To wstydliwa sytuacja i zazwyczaj trudno wytłumaczyć postronnym, że… tak to już jest i pies nie zrobił tego celowo. Na takie przypadki polecam zaopatrzyć się w kocyk z wodoodpornej tkaniny, który wystarczy podłożyć pod dupkę gdziekolwiek jesteście – w restauracji, w gościach, w pociągu… Starsze i chore psy często mają problem z jakością sierści i podszerstka, co z kolei prowadzi do problemów z termoregulacją. Szybko marzną, szybko się grzeją – po prostu nie do końca radzą sobie z prawidłową kontrolą temperatury ciała. Należy taki scenariusz wziąć pod uwagę i zawczasu zaopatrzyć się w wygodne i ciepłe ubranko, gdy jest zimno oraz przyzwyczaić do niego psa. A gdy jest gorąco, wystarczy odpowiednio zaplanować atrakcje w ciągu dnia, by uniknąć aktywności w trakcie tych najgorętszych godzin. O wschodzie słońca też bywa zimno! Wrażliwość układu pokarmowego, słabsza odporność i stres wywołany nowymi warunkami może bezpośrednio przyczynić się do wywołania biegunki lub wymiotów. Cóż, zdarza się, nie będę prawić morałów jak sobie z tym radzić, bo kto ma psa ten pewnie wielokrotnie już ten scenariusz rozgrywał… O czym właściciele staruszków lub chorych psów mogą nie pomyśleć, to… ucieczki. Gorszy słuch, gorszy wzrok i trochę mniejsza tolerancja na posłuszeństwo ;) sprawiają, że puszczony luzem pies może pójść w długą za jakimś bodźcem, zwierzęciem, zapachem, człowiekiem (zdarza się że starsze psy mylą właściciela z kimś innym) lub się czegoś wystraszyć. Dbajmy więc o to, by pies był dobrze zabezpieczony (adresówka, szelki, smycz itd) i nie puszczajmy go luzem, jeśli nie mamy zaufania do jego pomysłów lub zmysłów. Jeśli zgubi nam się chory albo stary pies, tym łatwiej o tragedię. Pomoc weterynaryjna w podróży Czy pies jest chory, czy zdrowy, zasada zawsze jest ta sama – miej łatwy dostęp do pomocy specjalisty. Jak to zrobisz – to Twoja sprawa. Ja osobiście zawsze wyposażam się w podobny zestaw informacji: telefon do lekarza prowadzącego w razie potrzeby konsultacjitelefony i adresy lecznic na miejscu (szczególnie jeśli stale się przemieszczam wg zaplanowanej trasy), by wiedzieć do kogo uderzać i nie tracić czasu na research Reaguj i odpuść Jak już wspominałam wyżej, nie namawiam do podróży za wszelką cenę. To świetna aktywność poszerzająca perspektywę psa i wybiegająca poza własne osiedle, ale nie jest niezbędna. Odpuść, gdy stan zdrowia psa zdecydowanie nie pozwala na takie ponadprzeciętne atrakcje. Tak w podróży jak i w życiu codziennym, tak u chorego/starszego, jak i zdrowego psa, reaguj na oznaki bólu, popiskiwanie, kulawizny, oddech (wzmożone ziajanie, duszność, kaszel i katar), żwawość (nadmierne pobudzenie lub otępienie), biegunka, wymioty, przekrwienie lub zblednięcie błon śluzowych (dziąseł). To sygnały, które sugerują, że z psem dzieje się coś niedobrego. Przygotowanie na starość Nie myślałam o tym przy pierwszym psie, przy drugim wyszło samo, a przy trzecim świadomie tym pokieruję – mówię o myśleniu długofalowym. Warto nauczyć psa pewnych zachowań, pokazać mu rzeczy, odgłosy, nawierzchnie i zmierzyć z wyzwaniami oraz doświadczeniami, do których będzie mógł odwoływać się na starość. Tak jak pokazujemy świat szczeniakom (socjalizacja i habituacja), tak i starsze psy powinniśmy utrzymywać w takim treningu codzienności, by przygotować na słabnącą zdolność pojmowania świata. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że powinniśmy także utrzymywać psa w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Kontrolowany ruch, treningi, aktywność fizyczna, ale i ćwiczenia umysłowe lub praca nosem z pewnością wpłyną na formę organizmu i jego zdolności do sprostania starości lub chorobie. Z kolei zbudowanie relacji i stabilnej komunikacji pomoże Wam, gdy pies zacznie tracić słuch. Warto zawczasu wypracować nowy model komunikacji oparty nie na komendach głosowych, a na gestach. Psy potrafią sprawnie łączyć kropki – wystarczy, że do komendy głosowej będziesz dodawać dedykowany ruch ręką lub ciałem, by skojarzyć psu dźwięk z obrazem. Dopiero chcesz zacząć podróżować z psem? A co jeśli masz starego lub chorego psa, ale chcesz zacząć podróżować, wyrwać się z domu, przeżyć przygodę życia, przeprowadzić się, zrobić coś z psem i dla niego… albo po prostu gdzieś przemieścić? Wróć do części opisującej badania, które warto zrobić psu i do tej, w której mówię o otwartości na nowe. Jeśli chcesz postawić przed psem wyzwanie podróżowania, koniecznie wprowadzaj je stopniowo. Nie rzucajcie się na głęboką wodę. Pamiętaj, że to pies nadaje charakter i tempo Twojej przyszłej podróży. A Ty jesteś jego opiekunem, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jak pogodzić wyjazd ze zdrowym i chorym psem? Proza życia pisze różne scenariusze. Gdy przygarniamy pod swój dach psy w odstępie kilku lat, z całą pewnością w pewnym momencie jeden z nich będzie emerytem, a drugi pieskiem mniej więcej w pełni swoich sił. I co wtedy? Jak pogodzić tak sprzeczne potrzeby psa wymagającego odpoczynku oraz psa, który pozamieniał się z wulkanem na energię? Nie ma na to jednej, uniwersalnej rady, choć nie jest to też sytuacja bez wyjścia. Dwie osoby, dwa tryby podróży. Jedziesz z partnerem i możesz wyskoczyć na intensywny i bogaty w bodźce spacer z aktywnym psem, gdy ten starszy lub chory spędzi ten czas na trybu podróży. Choćby roadtripy lub przyczepka umożliwiają bycie w ruchu i angażowanie w ten ruch aktywnego się do tego niedomagającego pieska i zapewnienie dodatkowej aktywności zdrowemu. To robię ja – wybieram dużo krótsze trasy na wędrówkach, obniżając wyzwanie dla Fibi, ale Krakersa za to angażuję w kicanie po drzewach, podawanie mi ciuchów z plecaka czy krótkie treningi z zabawką w nowym starszego psa pod odpowiednią opieką, gdy chcemy zrobić coś superekstra z tym aktywniejszym psem (szczególnie trafne, gdy ma się ambicje podróżnicze i pies nie odgrywa w nich ogromnej roli, więc nie ma sensu go targać w nieznane. Jeśli nie masz takich ambicji (co nie jest niczym złym) – lepiej wybierz którąś z powyższych opcji). Podczas takich łączonych podróży nie trzeba dwoić się i troić, by zdołać połączyć potrzeby obydwu psów. Ja mam na to inny pomysł! Lubię angażować tego sprawniejszego psa – Krakersa – w codzienne obowiązki i aktywności. Zabieram go ze sobą gdy idę po coś z kwatery do auta, gdy idę załatwić formalności na recepcji, pozwalam mu eksplorować teren gdy siedzę i gotuję przy namiocie (a drugi pies wtedy zazwyczaj śpi). Angażuję go nawet we wspólne filtrowanie wody, podczas którego specjalnie dla mnie wyławia patyki z dna strumyka. Jeśli już jesteśmy przy wodzie, to zbiorniki wodne są świetnym miejscem zarówno dla starszego, jak i młodszego psa. Zdrowego psa pływanie zmęczy fizycznie, rozwinie mięśnie, a poza tym to dość stacjonarne zajęcie i nie trzeba się nigdzie przemieszczać. Starszemu psu pływanie pozwoli na chwilę zapomnieć o obciążeniach stawów i wzmocni mięśnie. W obydwu przypadkach należy kontrolować taką aktywność i zabezpieczyć psa np. kapokiem. Jedyny haczyk – pływanie czy chodzenie w wodzie bardzo męczy i nie powinno się pozwalać psu pływać „tyle ile chce”, by nie przedobrzyć. Aktywność psychiczna Wielokrotnie pytano mnie jaki procent trasy moje psy przechodzą bez smyczy, a ile na smyczy. Zawsze odpowiadam, że moje psy są na uwięzi przez 99% marszu. Od razu padają głosy zdziwienia – dlaczego? Nie chcesz, żeby sobie pobiegały? Przecież pies musi się wybiegać, musi się zmęczyć! Ale czy podczas tego marszu moje psy nie mają tylu bodźców, zapachów, nawierzchni, tekstur, faktur, dźwięków… by na koniec wędrówki mogły paść zmęczone również psychicznie? Fizyczna praca to nie wszystko! Pies potrzebuje aktywności psychicznej tak samo jak fizycznej. Nie wystarczy wybiegać psa, by uznać, że zaspokoiliśmy jego potrzeby. Z drugiej strony, nie zawsze też da się psa wybiegać, szczególnie gdy jego stan zdrowia nie ułatwia ruchu. W takich sytuacjach wykorzystaj psi nos oraz nowe bodźce. zaprzyjaźnij się z noseworkiem – to aktywność polegająca na szukaniu i oznaczaniu przez psa próbek konkretnych zapachów. Możecie uprawiać nosework w domu, a potem wynieść go dalej, nawet w podróż!uruchom psi nos – schowaj smaczki w dłoniach i poproś psa o odgadnięcie „encepence w której ręce?”, rozrzuć smaczki w macie węchowej, w trawie, między meblami albo schowaj zabawkę za powalony konar drzewa. Poszukiwanie zasobów i węszenie za zapachem to naturalne zachowania psa, które go zrelaksują i pozytywnie zmęczą. zmień trasę spacerową – dostarczysz psu nowe bodźce, które pobudzą jego układ nerwowyuczcie się sztuczek – dobierz odpowiedni dla zdrowia Twojego psa zestaw komend i wspólnie uczcie się nowych zachowań. Takie sztuczki można zabrać w podróż i ćwiczyć je w całkiem nowych warunkach. Szukaj takich aktywności, które sprawią Wam radość! Podsumowanie Ależ to był post! Chyba najdłuższy na Dzikości…? Fajnie, że tu dotarłeś, a jeszcze fajniej, jeśli wyciągniesz z tego posta coś dla siebie. Podróże z takim niedomagającym pieskiem to JEST pewne ograniczenie, ale jak widzisz – to nie powód, by rozłożyć się na kanapie jak żaba na liściu i tak już przeleżeć po kres wspólnych dni. Aktywność i podróże są w zasięgu Waszych rąk i łap! Co więcej, od podróży ze zdrowym psem różni się tylko i aż tym, by jeszcze czujniej obserwować naszego podopiecznego i skłaniać się ku kompromisom na korzyść psa. Jeśli tylko wprowadzicie je do życia mądrze i stopniowo, czeka Was jeszcze wiele przygód! Szerokości i zdrowia! Kilka lat zbierałam się do napisania cyklu tekstów o zabawach w domu w sam raz na długie zimowe wieczory i deszczowe popołudnia. Ale jakoś nigdy nie było wystarczającej motywacji, żeby się za to zabrać. Z drugiej strony zawsze, kiedy zbierałam się do przygotowania materiałów foto-video do tego tekstu, kończyło się na treningu i zabawie, nie na rejestracji, która zazwyczaj bez odpowiedniej kontroli łapała moje wyłącznie moje skarpetki lub wystrój mieszkania, nie chcąc trafić na to, co robię z psem. I tak odwlekałam to czasie, odwlekałam aż do czasu epidemii. Zabawne, bo dziś rano dostałam olśnienia, że to jest właśnie ten czas, by przygotować cykl takich tekstów. Bez filmików i zdjęć (to będziemy sobie nadrabiali na FB i Instagramie (zainteresowani sobie znajdą). Więc naprędce odszukałam CANIDowe materiały, by przemycić w tym wpisie trochę merytorycznych zagadnień i możemy zaczynać! KSZTAŁTOWANIE Kształtowanie – jeden ze sposobów nauki psa pożądanego zachowania. Polega na podzieleniu interesowanego nas zachowania na małe etapy i nagradzania psa za ich wykonywanie „pogłębiając” małe kroczki, aż do momentu osiągnięcia oczekiwanego zachowania. Jest to trochę zabawa w „ciepło-zimno”, gdzie ciepło oznacza kliknięcie i nagrodę – sygnał dla psa – podążasz w dobrym kierunku i zimno – brak kilku nagrody, czyli informacja, że nie o to nam chodzi. Praca z klikerem Jeśli Twój pies nie umie pracować z klikerem poniżej krótka instrukcja jak się nim posługiwać, Ci co go znają, mogą przejść do kolejnego akapitu. Kliker służy do bardzo precyzyjnego nagradzania psa. Klikniecie w trakcie nauki staje się wzmocnieniem wtórnym – to znaczy: jedzenie dla psa jest wzmocnieniem pierwotnym – potrzebą, której nie musi się uczyć i do zaspokajania będzie dążył instynktownie. Klikniecie, samo w sobie, dla psa na początku nic nie oznacza. Należy skojarzyć klikniecie klikera z nagrodą, aby stał się wtórnym wzmocnieniem, po to, aby pies chciał prezentować konkretne zachowania, aby usłyszeć klikniecie. Kliknięcie bowiem stanowi zapowiedź pojawiającej się nagrody. Zapytacie, dlaczego używamy klikera, zamiast po prostu podać smaczki? Aby nagradzanie było skuteczne nie tylko w kształtowaniu, ale i w ogóle nagroda musi pojawiać się bezpośrednio w trakcie trwania czynności nagradzanej albo dosłownie chwilę po niej. O ile sporo komend można nagrodzić poprzez podawanie smaka, o tyle precyzyjne, szybkie i krótkotrwałe zachowania ciężko nagrodzić smaczkiem np. nie przerywając zachowania i jednocześnie pogłębiać je, aby dobrze uchwycić ich moment. Cechy klikera: Precyzja – klik dokładnie w momencie nagrody – opiekun musi nauczyć się tego timingu, ale szybko przekonacie się, że kliknięcie w odpowiednim momencie jest dużo prostsze i precyzyjniejsze niż podanie smaczka i słowna nagroda. A jak zrozumieć precyzję klikania? Wyobraźcie sobie robienie zdjęcia i zamknięcie migawki. Ten moment, który chcecie uwiecznić to Wasze zdjęcie – klik migawki. Tym samym jest kliknięcie klikera i jego precyzja. Unikalność – specyficzny dźwięk, który na co dzień raczej nie występuje, więc będzie łatwo wychwycić go psu. Ale uwaga! Jest jeden podobny dźwięk, a dokładniej migawka aparatu. Moje psy, bardzo często słysząc ją, mylą ją z kliknięciem klikera i meldują się po nagrodę, szczególnie jak robię im zdjęcia pozowane i czekają na zwolnienie z pozycji. Ale w większości przypadków, dźwięk klikera trudno psu pomylić z czymś innym. Jednoznaczność – zawsze oznacza to samo, czyli dobra robota! Powtarzalność – zawsze brzmi tak samo. Jest to bardzo ważne, szczególnie kiedy jesteśmy nauczeni nagradzać psa komendą. W kształtowaniu nie sprawdzi nam się to, bo komenda często jest zbyt długa – nie złapiemy nią idealnego momentu – dodatkowo w zależności od naszych emocji, humoru, stanu zdrowia może brzmieć inaczej, a psa nie oszukamy i nie wmówimy mu, że jest ok, kiedy jesteśmy na niego czy na coś wściekli. Sesja z klikerem: Sesje dopasowujemy do potrzeb i możliwości psa. Różnice w pracy zobaczycie na filmach z drabinką – jak pracuje Ela i Doś.: Sesje powinny być krótkie kilku / kilkunastominutowe, aby utrzymać psa w odpowiedniej koncentracji i chęci do nauki oraz żeby nam się nie znudził i – bardzo ważne – nie sfrustrował. Sesje powtarzamy kilkukrotnie w ciągu dnia. Musimy wyznaczyć dla psa jasny początek i koniec; u mnie jest to hasło: „pracujemy?” jak start i „koniec” jako koniec. Podczas jednej sesji uczymy tylko jednego zachowania W trakcie sesji nie mówimy do psa, poza poleceniami i precyzyjnie klikamy, chyba, ze pies zrobi to co założyliśmy i chcemy wzmocnić nagrodę. Nagroda – pies powinien chcieć zdobywać jedzenie, czyli nie być nażartym, ale nie może być też przegłodzony, by był wstanie myśleć / zaczekać / opanować się i nie frustrować oczekując jedzenia. Początek pracy – „naklikaj psa”: Jeśli pies nie miał styczności z klikerem zaczynamy od krótkich sesji mających za zadanie skojarzenia kliku z nagrodą. Jak to robimy? Bardzo prosto – rozpoczynamy pracę – tak by pies wiedział, że teraz będziemy coś robić (nie zaczynamy pracy, jak pies ma nas w nosie). Klikamy klikerem (pojedyncze kliknięcie) i wydajemy od razu psu nagrodę. Ograniczmy się w chwaleniu psa, głaskaniu go itp. W tym momencie budujemy skojarzenia klik = smak, więc nie rozpraszajmy spa. Powtarzamy sesję kilka – klikanaście razy nic nie oczekując od psa. Po prostu klik = smak. Kończymy sesję. Po kilku sesjach, bardzo szybko zobaczymy, że kliknięcie mocno skupia uwagę psa na nas – bardzo dobrze, to znaczy, że pies załapał o co chodzi. Może się okazać, że kliknięcie lepiej skupia uwagę naszego psa niż zawołanie go imieniem czy komendą. Jednak nigdy nie stosujcie klikera do zwracania uwagi psa na siebie czy przywołania go, ponieważ w takim przypadku kliker bardzo szybko straci swoją wartość wzmocnienia wtórnego, w efekcie czego szybko rozmyje się dla psa jak inne komendy, które „nie działają tak jak powinny”. Kiedy pies kojarzy już kliknięcie z nagrodą, możemy nagradzać klikiem zachowania w trakcie treningu, cały czas na początkowym etapie wzmacniając kliknięcie nagrodą. Kształtowanie Tak jak pisałam we wstępie, kształtowanie pozwala nam bardzo szybko i precyzyjnie nauczyć psa w zasadzie wszystkiego do czego jest fizycznie zdolny. Precyzyjnie nagradzamy klikerem małe kroczki, prowadzące do pożądanego zachowania. W pracy z psem jest to jednak najtrudniejsza metoda (w porównaniu do naprowadzania – wskazywania psu co ma zrobić poprzez gesty lub naprowadzanie smakołykiem i wyłapywania – wzmacniania zachowań samoistnie prezentowanych przez psa), wymagająca od opiekuna najwięcej wiedzy i doświadczenia. Jednak przynosi najwięcej efektów szkoleniowych szczególnie przy „dziwnych” sztuczkach, które psu samemu ciężko byłoby ogarnąć, a nam naprowadzić go do ich wykonania. Dodatkowo ma jeszcze jedną ważną zaletę – kształtowania zmusza psa do myślenia i kombinowania, podejmowania samodzielnych decyzji i prezentowania różnych zachowań. Co zrobić, by otrzymać nagrodę? Którą łapę podnieść, a która nie? Ten rodzaj pracy zaspokaja jego potrzebę aktywności poznawczej i stymuluje myślenie. Kształtowanie – lekcja pierwsza – 100 zabaw z pudełkiem Co potrzebujemy: kliker smaczki neutralny przedmiot np. kartonowe pudełko, plastikowa miska – coś, co nie ma znaczenia dla psa. Nauka: Sadzamy psa przed sobą. Stajemy, bądź siadamy na wprost niego. Pomiędzy nami umieszczamy neutralny dla psa przedmiot. Dajemy sygnał startu pracy. Etap I Klikasz (nagradzasz) jakąkolwiek interakcję psa z przedmiotem. Psy, które nigdy nie kształtowały i nie są nauczone samodzielnej pracy, mogą na początku ignorować przedmiot wpatrując się w nas i oczekując wskazówki. Nie zrażajcie się tym – pies musi się nauczyć oferowania zachowań, jeśli nigdy tak nie pracował. Nie naprowadzamy psa, czekamy na jakąkolwiek propozycję z jego strony. UWAGA: propozycję jest już spojrzenie na przedmiot, co powinniśmy odkliknąć i nagrodzić. Możemy pomóc psu, który nie umie zacząć np. utrzymuje z nami kontakt wzrokowy, poprzez wskazanie psu przedmiotu wzrokiem lub ręką. Także zaczynamy od nagradzania jakiekolwiek integracji – nawet spojrzenia. Nie wydajemy psu żadnych poleceń, nie mówimy do niego, nie dotykamy – tak, aby go nie rozpraszać. Pierwsza praca z kształtowaniem na tym etapie powinna trwać bardzo krótko – kilkanaście sekund. Szczególnie, kiedy pies jeszcze nie ogarnia samodzielnego prezentowania zachowań tak, aby się tym nie znudził, oraz żebyśmy my nie frustrowali się brakiem zaangażowania psa. Pamiętajcie na tym etapie już samo spoglądanie na przedmiot (szczególnie u psów uzależnionych od komend przewodnika) jest wielkim sukcesem. Nie zapomnij oznajmić psu, kiedy skończyliście pracę! Etap II Pies kilka razy nagrodzony za spojrzenie na przedmiot szybko zacznie wykazywać pierwsze próby pracy z nim. Może być to pochylenie w jego kierunku głowy (nagradzamy), krok w jego stronę (nagradzamy), dotknięcie nosem (nagradzamy), pacnięcie łapą (nagradzamy). Na tym etapie nie oczekujemy i nie wymagamy od psa żadnego konkretnego zachowania. Nagradzamy wszystko, co robi z pudełkiem, wzmacniając jego samodzielne decyzje i prezentowanie zachowań. Możemy wydłużyć czas pracy do kilku minut, jeśli pies dobrze się bawi i nie frustruje. Etap III Kształtowanie zachowań. Zaczynamy od pozycji wyjściowej: stoicie z psem na wprost siebie, a przed Wami leży kształtowany przedmiot. Wymyślasz zachowanie, które chcecie zrobić. Np.: wkładanie głowy do pudelka, wchodzenie na niego łapami, pacanie łapą… Zanim zaczniesz pracę, zastanów się jakie zachowania pies może wykazywać i które z nich chcesz wzmacniać. W tym wypadku klikamy tylko te zachowania, które mają za zadanie doprowadzić psa do pożądanego zachowania. Czyli chcąc, by pies włożył głowę do pudełka, będziemy klikać patrzenie na pudełko, podchodzenie do niego, tykanie nosem, próby ugryzienia. Natomiast będziemy ignorować (nie klikamy) np.: pacanie łapą. Pies, który do tej pory był nagradzany za wszystko, może na początku frustrować się za brak nagrody za nieinteresujące nas zachowania. Pamiętajcie więc by nie przedłużać sesji „bez nagrody”, tak by pies nam się nie zniechęcił. I nagradzać każdą interakcję mającą zbliżyć nas do zachowania. To znaczy – jeśli nagradzaliśmy psa za dotykanie nosem pudełka, a pies zaczął prezentować zachowanie dotykania go łapą – bo tak sobie wymyślił, nie nagradzamy pacania łapą, ale nagradzamy najmniejsze zachowanie mające na celu uaktywnić nos np.: ponowny ruch głową w stronę pudełka. Tak by pies wiedział za co może dostać nagrodę mimo, że z Waszego punktu widzenia jest to „krok wstecz”, bo pies już dotykał pudełko nosem. Ale chodzi o to, by wskazać psu drogę na zasadzie „ciepło – zimno” poprzez nagradzanie malutkich etapów składowych zachowania. Pamiętaj: klikaj, jak najczęściej nagradzając małe kroczki – nie czekaj w nieskończoność na wyraźną prezentację zachowania (duży krok naprzód). Nie przedłużaj sesji w nieskończoność, bo pies się znudzi monotonnością. To do dzieła! Klikery w dłoń i kształtujemy! Wrzucajcie swoją pracę na Instagrama i Facebooka (nie zapomnijcie nas oznaczyć @ i pochwalcie się efektami! Dodatkowo przez cały tydzień na naszym InstaStories w wyróżnionej relacji „kształtowanie” znajdziecie filmy z naszej pracy, propozycje ćwiczeń i odpowiedzi na zadawane przez Was pytania. Szybka ściąga, czyli fiszki z IG: Ogółem: 3 631, dzisiaj: 1 Przeczytaj także: Amelia Bartoń - Mam dość specyficzne poczucie humoru, stosuję dużo ironii (zazwyczaj autoironii) oraz przenośni - nie odbieraj wpisów dosłownie i osobiście! Są to moje indywidualne przemyślenia i nie musisz się z nimi zgadzać, dlatego przed rozpoczęciem czytania wpisów skonsultuj się z weterynarzem lub behawiorystą, gdyż każdy wpis niewłaściwie zrozumiany grozi utratą zdrowia. Niewskazane dla osób bez dystansu. Substancja czynna: obiektywne ocenianie świata i osobiste przemyślenia. Czytane w nadmiarze mogą powodować frustrację i chęć hejtu. Czytasz na własną odpowiedzialność! Kiedy Sebastian Kozielski po raz pierwszy zobaczył na krakowskim dworcu dzieci, które uciekły przed wojną, wiedział, że nie może pozostać wobec tej tragedii obojętny. Wymyślił, że będzie przebierać się za uwielbianego przez maluchy dalmatyńczyka z bajki „Psi Patrol”. Od ponad stu dni częściej można go zobaczyć w stroju Marshalla niż w dżinsach i T-shircie. 24 lutego 2022 roku. Czwartek. Tak trudno powstrzymać emocje, kiedy pomyśli się o tym, jak wiele niewyobrażalnych potworności stało się od tego dnia. I ile jeszcze się wydarzy… W tym całym koszmarze, bardzo budujące jest to, jak zachowała się większość z nas. Każda nawet najmniejsza pomoc miała sens. Ma sens. I będzie miała sens. Bo to przecież pomoc długofalowa. Maraton, a nie sprint. Ronald Reagan powiedział, że „Nie możemy pomóc każdemu, ale każdy może pomóc komuś”. I dokładnie tak jest. Doskonale o tym wie Sebastian, który już od wielu lat angażuje się społecznie. Od początku marca odwiedził tysiące maluchów, przejechał Polskę wzdłuż i wszerz. 17 kwietnia na Marshall – Pies do zadań specjalnych napisał: „Robię to już 40 dni i wkręcam się coraz bardziej. Poświęcam każdą wolną chwilę i nie przestanę. Będę to robił tak długo, jak będzie trzeba. A dla tych dzieci jest to naprawdę ważne. Pokazuje im, że ten świat niekoniecznie jest taki szary i smutny. Na chwilę staje się pełen kolorów i radości”. Dotrzymał słowa. Właściwie cały czas jest w drodze (na szczęście jego pracodawca wspiera jego zaangażowanie charytatywne i jest bardzo wyrozumiały!). A zamówień, by spotkać się z Marshallem jest coraz więcej. Szkoda tylko, że nie można wydłużyć doby choćby o kilka godzin. Każda sytuacja, kiedy Seba spotyka się z dziećmi, motywuje go do dalszego działania. Ich szczere uśmiechy są bezcenne. Niezliczone zdjęcia, przytulenia, przybijanie piątki to to, co dzieje się na każdej z takich wizyt. Zdarzają się wspólne tańce i śpiewy, gra w piłkę. Oczywiście są prezenty, które dają mnóstwo frajdy: słodycze, zabawki, przybory szkolne. 34-latek wzrusza się, kiedy dostaje podziękowania czy wiadomości o tym, że wojna na pewno szybko się skończy, skoro nawet Marshall tak bardzo zaangażował się. Kiedy czyta, że razem z osobami, które go wspierają są magikami i robią cuda, wie, że to wszystko jest ogromnie potrzebne. Cieszy się, kiedy może sprawić, by choć na kilka chwil najmłodsi zapomnieli o tym, co ich spotkało. Niestety statystyki są takie, że dwoje na troje ukraińskich dzieci musiało opuścić swój kraj z powodu wojny. Nie tak powinno wyglądać beztroskie dzieciństwo. Większość z nich widziała zdecydowanie za dużo. Często miały tylko kwadrans, by razem z mamą, babcią czy rodzeństwem zostawić swoje domy, kolegów, place zabaw, przedszkola, szkoły i z kilkoma rzeczami uciekać do obcego kraju. Tęsknota za najbliższymi, zwłaszcza za tatą, który walczy na froncie nie pozwala normalnie żyć. Każde pojawienie się Marshalla powoduje, że smutna rzeczywistość ukraińskich dzieci choć na kilka chwil staje się weselsza. Jak podkreśla Seba wszystkie te spotkania, które już się zdarzyły, i te, które jeszcze przed nim są szalenie ważne. Na pewno na długo zapamięta wizytę w Nowym Sączu. Odwiedził tam Martina, który w Polsce obchodził swoje 6. urodziny. Zawiózł kosz prezentów, które niezmiernie ucieszyły solenizanta. Po ucieczce z przedmieść Kijowa autystyczny chłopiec przeżył mnóstwo traumatycznych wydarzeń. Ze względu na sposób wyrażania swoich emocji, większą wrażliwość na bodźce byli wypraszani z mamą z różnych ośrodków, do których trafiali. Obecnie są na szczęście bezpieczni. Kiedy Sebastian przeczytał list od 17-letniego Artema, który napisał o ucieczce z Charkowa i o tym, że chciałby sprawić jakąś przyjemność mamie i chorej siostrze, czuł, że musi odwiedzić chłopca i jego rodzinę. Nigdy nie zapomni tego dnia. Największym marzeniem Artema jest pokój na świecie. To tak jak dla zdecydowanej większości ludzi. Niestety tego życzenia nawet Marshall nie jest w stanie spełnić. Kilka podstawowych zwrotów po ukraińsku wystarczy by fantastycznie dogadywać się z dzieciakami. Najważniejsze są dobre chęci i serducho! – Wszystko co robię daje mi ogromną satysfakcję i radość, pod głową Marshalla całe dnie maszeruje uśmiechnięty Seba – opowiada i dodaje, że kiedy na jednym z pikników słyszał przez dwie godziny tylko prośby o zdjęcia, poczuł się jak gwiazda rocka. Zawsze, kiedy pojawia się sodówa, przypomina sobie, że to Marshall wzbudza takie zainteresowanie, a on jest tylko wkładem. Przyznaje, że działania, które podjął pomagają także jemu. Jest to wzajemne dawanie sobie dobrej energii. Jeździ nie tylko do uchodźców z Ukrainy, ale także do hospicjów, odwiedza dzieci z niepełnosprawnościami. Wyjaśnia, że te wizyty nigdy nie są na zasadzie: przyjdź, powygłupiaj się, daj łapę, przytul i zapomnij. Ich się nie zapomina. – Myślę często o tych wszystkich dzieciach, które spotkałem na swojej drodze od samego początku wojny. Zastanawiam się, czy te z dworca w Krakowie znalazły bezpieczne domy, czy się zaaklimatyzowały. Jak się mają te z którymi widziałem się w różnych halach? Pamiętam też o tych wszystkich, które dały mi w kość i sprawdzały wytrzymałość ogona, chciały zdjąć głowę, żeby udowodnić, że pod maską jest człowiek – śmieje się. Kiedy tak podróżuje po Polsce, za serce chwytają go zmęczone, zdezorientowane maluchy z plecaczkami, torebkami na różnych dworcach PKP. Niestety nie wybierają się nigdzie na wakacje… Na szczęście jest ich o wiele mniej niż na początku wojny. Sebastian w roli Marshalla sprawdza się rewelacyjnie! Chyba nawet nie spodziewał się, że aż tylu dzieciom choć na kilka chwil wyczaruje lepszy świat. Zdjęcia pochodzą z archiwum prywatnego Sebastiana Kozielskiego. CZYLI PIES W DOMUSzukasz sposobów, jak zmienić zachowanie swojego psa? Stop! Właśnie je znalazłeś! Znajdujesz się na stronie poradnika Jak to ugryźć? Przygotowaliśmy go z myślą o psach oraz ich opiekunach, którzy mimo wspólnego życia pod jednym dachem nie potrafią osiągnąć porozumienia. Proponujemy proste rozwiązania typowych problemów z psem w formie krótkich planów treningowych, warsztatów i filmików. Nauczymy cię rozumieć psa, przewidywać jego zachowania, a złe nawyki zastąpić jeszcze jest w książce?Zdjęcia, filmy, plany treningowe:Z poradnika dowiesz się, co zrobić, gdy: pies nie umie sam zostawać w domu, szczeka np. na dźwięk domofonu i kroków na klatce, brudzi w domu (niezależnie, ile ma lat), nadmiernie się ekscytuje przy wizycie gości (drapie, skacze, liże w locie), nie umie przebywać z dziećmi, a spodziewasz się dziecka, boi się huków, grzmotów czy sylwestrowych wystrzałów, broni swych zasobów (kanapy, jedzenia czy ukradzionego ci przedmiotu). Dodatkowo znajdziesz tu treningi na co dzień przydatne w życiu z psem: reagowanie na imię, odsyłanie na legowisko, wracanie na wołanie, komendy: „Nie”, „Koniec”, „Równaj” czy chodzenie na luźnej smyczy (przydatne zwłaszcza na spacerach z wózkiem zakupowym czy dziecięcym). Odnajdziesz tu też pomysły na treningi posłuszeństwa oraz zabawy na zdobywanie pokarmu, które pomagają zająć psa, gdy nie chcesz, by był w pobliżu. Są tu ponadto opinie innych trenerów psów oraz lekarza weterynarii. Zobacz Filmy Zobacz Fragment Książki Jak powstawała książka?Tę książkę tworzyliśmy dziewięć miesięcy. Powstała w rytmie wczesnego macierzyństwa autorki Magdaleny Łęczyckiej, ze wsparciem jej rodziny i maleńkiej córki, która wyraziła niemą zgodę na sfotografowanie swych stóp. Na części zdjęć i na filmach prezentują się psy Magdy – jak się można domyślić, chętnie współpracujące i zadowolone. Inni bohaterowie fotografii to modele Ewy Leśniewskiej, która troskliwie wypełniała strony poradnika właściwymi ujęciami i przygotowała fotografię na okładkę. Wydawcą poradnika jest marka CHCĘ ROBIĘ MAM! Magdalena ŁęczyckaJestem zootechnikiem, behawiorystką zwierzęcą, instruktorką i zawodniczką obedience, założycielką Klubu Sportowego „Team Spirit”. Propaguję wiedzę o pracy z psami, ich emocjach i komunikacji poprzez bloga Obi Blog oraz seminaria, które prowadzę w Polsce i za granicą. Pomagam ludziom zrozumieć ich psy, uczę, jak efektywnie je wychowywać. Codzienność z psem znam bardzo dobrze. Jestem opiekunem Zuko i Weia, które zgodnie żyją ze sobą oraz z całą moją rodziną, pod jednym dachem. Ewa LeśniewskaMam bulmastifa Bruna, cztery koty i najlepszą pracę na świecie, ponieważ jest połączeniem miłości do zwierząt i pasji fotografowania. Podczas robienia zdjęć moim celem jest uchwycenie naturalnego piękna i prawdziwej, wyjątkowej osobowości zwierzaka. Praca z psami nie przestaje mnie fascynować. Dlatego kilka lat temu otworzyłam we Włocławku psią szkołę Super Pies, w której uczę przyjaciół wzajemnego zrozumienia.

robię to z psem